Naolejuj nas, olej z awokado, Uptown Comb

Cykl postów o olejowaniu nie umarł! Mam dla was recenzję kolejnego oleju. tym razem z awokado. W internecie huczy od cudownych właściwości tego specyfiku. Tymczasem moje zdanie jest troszkę inne: To nie jest olej dla każdego!

Nie chcę pisać tu o tym, jak powstaje taki olej i jakie ma właściwości, ponieważ wszystko znajdziecie bez problemu w internecie na stronach lub blogach do tego stworzonych. Chciałabym skupić się przede wszystkim na moich doznaniach i spostrzeżeniach odnośnie stosowania tego oleju na moich włosach.

Zapach

Zapach oleju jest… specyficzny, bardzo ciężki. Nie każdemu może odpowiadać. Testuję ten olej już prawie rok, jednak jego zapach wciąż mnie drażni. Na szczęście nasz nos potrafi przyzwyczaić się do niektórych bodźców. W efekcie specyficzny aromat oleju z awokado znoszę coraz lepiej, co powstrzymało mnie przed jego wcześniejszym odstawieniem.

Kolor

Kiedy zobaczyłam tę zieloną, gęstą ciecz wypływającą z buteleczki, odrobinę się wystraszyłam. Nadal mam wątpliwości, jak olej sprawdzi się u jasnych blondyneczek. Mój mózg pozostawia mi wizję zielonych strąków (skoro naszym celem jest oblepienie włosa i wypełnienie nim tymczasowo przestrzeni między łuskami włosa). Jednak tu byłabym wdzięczna o jakąś opinię blondynki, która taki olej stosowała. 😉

Naolejuj nas, olej z awokado, Uptown Comb

Zmywanie oleju

Gdybym miała narysować wykres mojego niezadowolenia w czasie kolejnych kroków związanych z procedurą olejowania włosów (hmm, matematyk to stan umysłu, wybaczcie mi takie porównania), to w tym momencie nastąpiłby ogromny skok. Zmywanie oleju z moich włosów to porażka. Nawet mocne szampony zawierające SLES nie dają sobie rady. Muszę szorować włosy na długości (a włosy bardzo tego nie lubią), jednak i to nie sprawia, że efekt końcowy jest zadowalający…

Efekt

Jeśli chodzi o efekty to… są, ale nie takich jak oczekuję. Włosy (nawet po ich szorowaniu na długości) potrafią być oblepione i sklejać się w nieestetyczne strąki. Oczekuję raczej poprawy wizualnej i delikatnego dociążenia włosa. Podejrzewam, że przy takim ekstremalnym oblepieniu włos jest dobrze zabezpieczony i nawilżony. W moim przypadku dużą rolę ogrywa jednak również wygląd włosów po rytuale…

Skoro tak jęczę, to dla kogo ten olej?

Posiadaczki włosów wysokoporowatych powinny być zachwycone z efektów na swoich włosach. Olej ten posiada bardzo duże cząsteczki. Zadaniem cząsteczek jest wniknąć między łuski i wypełnić ubytki w strukturze włosa. O ile u posiadaczek wysokoporowatych włosów to jest proste, ponieważ łuski mają szeroko odchylone, tak niskoporowate włosy nie będą cieszyły się z takiego efektu. Tym drugim lepiej służą oleje o mniejszych cząsteczkach, np. kokosowy, lniany czy rycynowy.

Mam nadzieję, że nie odstraszyłam was od stosowania oleju z awokado. Jeśli nie służy waszym włosom, jak mi, warto poszukać alternatywnego zastosowania w kosmetyce i stosować go na skórę (podobno zapobiega zmarszczkom 😉 ). Jeśli stosowałyście olej z awokado do olejowania, koniecznie napiszcie w komentarzu jak się sprawdził na waszych włosach!